Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Choroba dziecka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Choroba dziecka. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 marca 2015

Choroba dziecka - czy podawać antybiotyk?

Hubuś ma prawie 11 miesięcy i do tego czasu zażywa obecnie już 3 antybiotyk. Dwa razy zaraził się od swoich kuzynów, ten ostatni - nie wiem co się stało :( najdziwniejsze w tej chorobie jest to, że jedynym objawem było pokasływanie. Ani gorączki, ani kataru, nawet samopoczucie miał i ma dobre (nie licząc momentów bólu związanego z ząbkowaniem). Gdy pokasływanie zaczęło się nasilać poszliśmy do lekarza. W piątek "wszystko było jeszcze dobrze" i bez zaleceń, a w poniedziałek dostaliśmy antybiotyk.
Samym przeziębieniem  kończącym się na inhalacji solą fizjologiczną, czy czymś podobnie mało inwazyjnym, nie przejmowałabym się, gdyż przemówił do mnie argument naszej pielęgniarki. Powiedziała ona, że dziecko do roku może się spokojnie do 3 razy przeziębić - łapie w tym czasie odporność, a organizm uczy się na przyszłość walczyć z infekcjami. Ale czy jeżeli przeziębieniu towarzyszy antybiotyk, to organizm dziecka nadal uczy się jak radzić sobie z przyszłymi zagrożeniami/infekcjami?
Słyszałam, że lekarze w Wielkiej Brytanii w ogóle nie przepisują antybiotyków. U nas rzadko kiedy spotyka się  by lekarz rodzinny nie przepisał antybiotyku. Skąd ta różnica? Czy nasze dzieci chorują inaczej? Czy są to inne metody uczenia lekarzy? Czy też może świadomość, że antybiotyk na pewno zadziała i dziecko będzie szybciej "z głowy" (do następnego zachorowania).
Nie mnie oceniać, ponieważ nie znam się na tym. Nie studiowałam medycyny, nie mam praktyki lekarskiej, ale jako matka mam prawo pytać i zastanawiać się, czy moje dziecko na pewno dostaje to co najlepsze. A widząc jak wokoło dzieci znajomych, rodziny po pójściu do żłobka chorują co drugi tydzień i za każdym razem są "częstowane" antybiotykiem, to krew mnie zalewa. Wkurzam się, ale nie mam też odwagi przy wizycie lekarskiej stanowczo powiedzieć, że nie wykupię antybiotyku mojemu dziecku - proszę zalecić inne leczenie. A to dla tego, że raz jak oponowałam, to nasza lekarka (do której mimo wszystko posiadam całkiem spore zaufanie), powiedziała, że przy tak małym dziecku to przebieg choroby jest nieprzewidywalny i może się okazać, że jutro będziemy musieli jechać do szpitala. Nie odważyłam się zaryzykować. Wybrałam wówczas i wybrałam w ten poniedziałek coś, co uważałam za mniejsze zło. Czy słusznie - nie wiem.

Ciekawa jestem jak inni rodzice sobie z tym radzą. Moi znajomi powiedzieli mi kiedyś, że chodzą do "lekarza" (czy też znachorki - nie pamiętam), która nie leczy antybiotykami, a jedynie ziołami i lekami homeopatycznymi. Zioła w porządku - jestem za. Ale na leki homeopatyczne na pewno bym się nie zdecydowała. Czy w Polsce (lub w Lublinie - bo tutaj mi bliżej ostatnio;) mamy ten tylko wybór pomiędzy antybiotykami na każde przeziębienie, a homeopatią?
Ciekawa jestem doświadczenia innych rodziców w tym względzie. Ktoś się podzieli swoją wiedzą? :)

niedziela, 19 października 2014

Pan kotek był chory...

Jak juz pisałam wcześniej mój Hubuś z wakacji wrócił przeziębiony. Teraz czuje się już dobrze. Ku naszemu zadowoleniu Hubert bardzo dzielnie zniósł chorobę i związane z nią 'niedogodności' w postaci kaszlu, kataru i niemożliwości oddychania przez nos. Bardzo dobrze przyjmował leki podawane łyżeczką. Po części może dlatego, że antybiotyk był słodki i truskawkowy, ale nie zrażała Go również witamina C chytrze przez nas przemycana tuż po antybiotyku. Inhalacja też przypadła mu do gustu,  traktował ją raczej jako świetną zabawę, łapał rączkami, próbował gryźć ( a raczej memłać ;).
Hubert dobrze przetrwał chorobę, ale nie obyło się bez niespodzianek.
W dni robocze (poniedziałek - piątek) umawiamy sie do naszej pediatry. Starsza Pani, z bardzo dobrym podejściem do dzieci, polecana przez kilku innych lekarzy, tym samym ufam Jej opiniom i diagnozom jakie do tej pory Nam stawiała. I co najważniejsze, nie bagatelizuje żadnych objawów,z którymi przychodziłam i zawsze starannie badała moje dzieciątko. Tu z wyborem pediatry bardzo nam się poszczęściło, tym bardziej, że przychodnię mamy ok 50 metrów od domu. Ale niestety dzieci nie chorują tylko od poniedziałku do piątku. Hubert jak coś Go 'bierze', to raczej w weekend.
Za pierwszym razem trafiliśmy do Pani doktor, która pobieżnie zbadała Huberta. Zaleciła krople na katar i stwierdziła, że trzeba czekać, bo albo mu przejdzie, albo się pogorszy (wow!). Na szczęście przeszło. Chyba po to, by po 2 tygodniach powrócić ze zdwojoną siłą. I tym razem padło na weekend. Dodatkowo, na powrót z wakacji. Postanowiliśmy zatem w najlbliższej miejscowości po drodze zatrzymać się i pójść do lekarza.
Dyżur miał lekarz w miejskim szpitalu. Przed nami 4 osoby w kolejce, zatem liczyliśmy, że w przeciągu godziny Hubert zostanie zbadany i będziemy mogli spokojnie pojechać dalej. A jednak nie. Okazało się, że gabinet dyżurnego lekarza i izba przyjęć są połączone nie tylko dodatkowymi drzwiami, ale i osobą Pani doktor. Przez godzinę naszego pobytu w tym szpitali nie została przyjęta ani jedna nowa osoba, kolejka za nami wydłużyła się bardzo. Nie zdecydowaliśmy się na dalsze czekanie i wizytę po tym jak dowiedziałam się, że osoba, którą brałam za stażystkę jest lekarzem, na którego czekamy. Myślałam, ze to stażystka, po tym jak nie potrafiła sama zdecydować, czy babcię z krwotokiem z nosa i zawrotami głowy przyjąć na oddział, czy tylko odstawić Jej leki. Kilka dodatkowych pytań jakie "Pani Doktor" zadawała zwoływanym na konsultacje lekarzom utwierdziło mnie w przekonaniu, że wizyta tam raczej nie pomoże Hubertowi, a mnie nie uspokoi. Pojechaliśmy dalej. Ostatecznie mocno zdeterminowani, w następnej miejscowości uprosiliśmy pediatrę z oddziału dziecięcego o zbadanie Hubusia. I całe szczęście, bo Hubert miał już ostre zapalenie górnych dróg oddechowych (co potwierdziła nasza Pediatra).
Zastanawiam się skąd się biorą lekarze dyżurujący w weekendy w zastępstwie lekarza rodzinnego. Czy wraz z końcem tygodnia spadają im kompetencje, czy tylko chęci? A może to jest jakaś forma kary dla lekarzy? Nie wiem, dzielę się tylko moimi wrażeniami i mam nadzieję, że nie będę musiała znów korzystać z weekendowej pomocy lekarza. Zwłaszcza pediatry.